Always the same...


Nie chce być dla Niego idealna. Chce mieć wady, które z biegiem czasu zaakceptuję albo się do nich 
po prostu przyzwyczai. To będzie dowód na to, że kocha mnie taką jaką jestem. Niekoniecznie idealną.

Dzisiaj dziwny dzień w szkole... Ogólnie jakoś tak dziwnie. Dobrze, że wieczorem przyszedł do mnie Mateusz i mogłam choć na chwilę zapomnieć o otaczających mnie problemach. Gdyby nie On, to nie miałabym po co żyć na tym świecie. To dla Niego budzę się i zasypiam każdego dnia, żeby znów ujrzeć Go po jakimś czasie. To On daje mi siłę, napędza mnie do trwania w tym całym gównie, zakłamanym świecie. Chciałabym uciec z Nim gdzieś daleko, żebym była tylko ja i On. Sam na sam. Pomimo, że mogę się na Niego złościć tysiąc razy na sekundę, to nie zamieniłabym Go na nikogo innego! Jest takim moim małym-największym szczęściem. Jestem tak wyczerpana, że pisząc tą notkę, powstrzymuję powieki przed zamknięciem. Jakoś tak mi lepiej na sercu, kiedy nikt nie ma dostępu to tego bloga. Wydaje mi się taki, prywatny, tylko mój gdzie mogę wyrazić każde moje zdanie na dowolny temat i nikt tego nie zauważy. Zaczyna mnie denerwować moja mama... Cały czas ma do mnie jakieś pretensje... Że niby w ogóle się nie uczę, ale czy ona siedzi ze mną cały czas w pokoju?! To że mam włączonego laptopa i fb nie znaczy że ciągle na nim siedzę! To już lekka przesada. Nie widzi ile siedzę w książkach a ma dużo do powiedzenia. Chyba jestem już dorosła i wiem co dla mnie jest najlepsze... Dobra, idę spać bo za chwilę pewnie i tak dostanę zjebe. Dobrze, że Mateusz jest chociaż przy mnie. Dobranoc.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy

Prześlij komentarz