And what is on the weekend...


"Wszystkie zmiany, nawet najbardziej upragnione, odznaczają się melancholią, bo to, co porzucamy, jest cząstką nas samych; trzeba dla jednego życia umrzeć, aby do innego wstąpić."

Tak właśnie spędziłam niedzielę. Częściowo z Martynką i Lili a później z Nataszką. Cały dzień z dziećmi. A nauki zero. Nadeszła pora żeby przysiąść do książek na poważnie. Tylko dlaczego większa część mojego mózgu się buntuje?! Taka piękna pogoda za oknem, chciałoby się wyjść, porobić zdjęć, ale gdzie skoro muszę siedzieć w książkach. Mówię sobie, że jakoś wytrzymam te dwa miesiące, że dam radę. Mateusz też mówi, że dam/y radę. Dziękuję mu. Nie będę się dużo rozpisywała, bo tak naprawdę to nie mam o czym. Jeżeli będzie się działo coś ważniejszego w moim życiu, na pewno napiszę. Do usłyszenia! ;*

Udostępnij ten post

Brak komentarzy

Prześlij komentarz