Card with diary...


W każdym życiu są rozdziały, do których wraca się rzadko i nigdy nie cytuje się ich na głos.

Niedziela 02.03
Da się zauważyć, że ostatnio wpadłam w klimaty robienia zdjęć obojczyków jak i również innych części ciała. Taki już mój los kiedy mam odrobię czasu, jednak nadal za mało żeby zorganizować dobrą sesję. Modlę się o to żeby te dwa miesiące minęły jak najszybciej i mieć już głowę wolną od wszelkich zmartwień. Marzy mi się jakiś wyjazd na wakacje z Mateuszem który pozwoliłby mi trochę odpocząć od wszystkiego. 
Poniedziałek 03.03
Zrobię z bloggera chyba taki mój osobisty pamiętnik. Nigdy nie miałam cierpliwości do pisania w zeszycie przez pół godziny. Na komputerze pisze mi się szybciej i mogę przełożyć na słowa więcej myśli. Tak chyba będzie najlepiej. Po drugie mogę dodawać zdjęcia. Dzisiaj próbna matura z polskiego. Wydaje mi się, że poszło mi zdecydowanie lepiej niż przy pisaniu pierwszej matury, ale to okaże się po tym jak dostanę ją sprawdzoną i ocenioną. Jutro matematyka. Mam nadzieję, że uzbieram więcej procent niż na pierwszej próbnej. O angielski się nie boję. Chciałabym chociaż zdać, bo drugi raz oblać maturę to już nieciekawie. Tak bardzo marzy mi się już wolne... Tak bardzo chciałabym mieć spokojną głowę, lenić się każdego dnia, nie jeździć na korepetycje które zajmują mi większość wolnego czasu. Ale jeszcze niedługo. Tylko 2 miesiące. Równe. Nie ma co przeżywać, będzie co ma być. Kiedyś wszystkim podziękuję, że tak mnie męczyli. Szczególnie podziękuję Mateuszowi który czasem musi podnieść na mnie głos inaczej nic bym nie zrobiła. 
Ostatki spędziliśmy razem. Sami. Na kebabie. Dobrym kebabie. I z piwkiem. W samochodzie. Rozmawialiśmy. Dużo. Praktycznie cały czas. Dawno tyle nie rozmawialiśmy. Bardzo się cieszyłam, że właśnie w ten sposób spędziłam ostatki. Niczego więcej nie potrzebowałam. Przecież miałam przy sobie cały swój świat. Było mi dobrze.

Udostępnij ten post

Brak komentarzy

Prześlij komentarz