Zlot.


Odważni nie żyją wiecznie, lecz ostrożni nie żyją wcale...

Wczoraj pomimo, że padał deszcz pojechałam z Mateuszem, Pawłem i Albertem na zlot motocyklistów do Turska. Byli tam rodzice Mateusza więc mogliśmy sobie spokojnie wejść na tą imprezę. Myślę, że motocykli byłby naprawdę więcej gdyby nie okropna pogoda. Pooglądaliśmy, Mateusz porobił zdjęć i wróciliśmy do domu. Wieczór spędziliśmy tylko we dwoje, cały dom dla nas. Na pizze z Maxxx'a czekaliśmy (aż) trzy godziny! Byliśmy prawie pewni że już jej nie przywiozą, ale bahh o 23 podjeżdża pod dom samochód. Objedliśmy się, poleżeliśmy trochę i niestety Mati się zebrał do domu, bo musiał rano wstać. Nie lubię zostawać sama, po tym jak jestem przytulona do najważniejszej osoby w moim życiu przez 6 godzin. Czuję wtedy taką pustkę. Ale szybko mi to przechodzi. Mam naprawdę kochanego mężczyznę i wiem że znaczę dla niego naprawdę wiele. Kocham go!

Udostępnij ten post

Brak komentarzy

Prześlij komentarz