Sunday with the family.


"Wszystko by było inaczej, i raczej gdzie indziej, niż tu."

W niedzielę zamiast uczyć się do matury spędziłam cały dzień z rodziną. Rano do kościoła, potem wspólny obiad i wypad na małą wycieczkę. Aldona chciała pokazać Przemkowi okolice więc zabraliśmy się razem z Karoliną i Dawidem najpierw nad Chańczę, potem do Kurozwęk i na koniec do Klasztoru. Było troszeczkę zimno, ale chociaż tyle że słońce świeciło. Było bardzo miło :)
Dzisiaj pierwszy dzień matur. Na pierwszy ogień poszedł polski. Myślałam, że będzie troszkę łatwiejszy. Jak policzyłam sobie tak wstępnie punkty z czytania ze zrozumieniem to nie jest aż tak źle, ale to wszystko zależy od klucza i od tego jak oceni moją pracę sprawdzający. Mam nadzieję, że nadrobię wypracowaniem, bo naprawdę fajnie mi się pisało i zakończyłam ją na 3 stronie. Jutro matematyka. Mam nadzieję, że będzie łatwa. Niech te matury zakończą się jak najszybciej, chcę mieć już wolną głowę i w końcu odpocząć od wszystkiego. Budzić się rano i nie myśleć, że trzeba coś zrobić. Ale już niedługo, byle do 20 maja. Później zapowiada się dobre wesele więc troszkę się odstresuje. Byle do wolnego! :)

Udostępnij ten post

3 komentarze

  1. ostatnie ujęcie wspaniałe :)
    powodzenia na jutrzejszej matematyce, obyś ją roztrzaskała. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak samo wyglądałam, jak otworzyłam dzisiejszy arkusz z polskiego :)
      Nie dziękuję, żeby nie zapeszyć ;*

      Usuń
  2. Ha pamiętam ten wypad jeszcze z moim 30 kg bagażem :D Marlenka super :-)

    OdpowiedzUsuń